piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 59



Dzisiaj wyjątkowo notka na początku, a nie na końcu. Chciałam was wpierw bardzo i to bardzo przeprosić. Nawet nie wiecie jak mi głupio, że tak was zaniedbałam. Czuję się z tym okropnie. Miałam masę na głowie. Studia, nauka, miłość itp. Wiem, że pewnie sporo z was już odeszło, bo przecież ile można czekać. Mogłam wam napisać chociaż żebyście nie wchodziły codziennie i sprawdzały bloga. Szczerze i to bardzo was przepraszam. Postanowiłam, że skończę jednak to opowiadanie. Nawet jeśli nie będziecie komentować za to co zrobiłam. Kiedyś sama bardzo nie lubiłam jak ktoś długo nie dodawał rozdziału, ale teraz już rozumiem. I mam nadzieję, że wy też zrozumiecie i mi wybaczycie. Jako, że do końca zostało bardzo i to bardzo malutko to codziennie będę już dodawała, wiec i jutro wieczorem spodziewajcie się rozdziału :) Na drugim blogu też niedługo postaram się coś dodać.
No i zapraszam do czytania. :) Wiem, że ten rozdział nie należy do najlepszych, ale mam nadzieję, że wam się spodoba :)


 ____________________________________________________________________________


I tak mijały miesiące. Co dwa tygodnie stawiałam się na konsultację u lekarki. Nie zawsze jednak mógł chodzić ze mną Michał. Raz była to Pati, raz Maja, a raz nawet mama mojego narzeczonego. Mój brzuszek zdecydowanie się powiększał. U kobiety z jednym dzieckiem taki brzuch miałaby w 6 miesiącu, a ja miałam w 5 Boję się pomyśleć jaki on będzie w 9. Mdłości minęły za to jadłam za trzech. Nie raz w nocy naszła mnie na coś ochota i gdy nie było tego w domu Kubiak jeździł po sklepach by znaleźć to na co akurat mam zachciankę. Naprawdę wspierał mnie bardzo i cieszyłam się z tego, że mam go obok. Gdy na kolejnej wizycie stawiłam się, doktor potwierdziła, że z dziećmi wszystko w porządku i na następnym USG posłuchamy jak biją serduszka więc jak chcę to mogę przyprowadzić Michała. Kiedy powiedziałam mu o tym był wniebowzięty. Wszystkim chłopakom oznajmił, że będzie tatusiem i jakby tylko mógł to powiadomiłby również cały świat. Tamara też odwiedzała mnie przynosząc jakieś prezenty dla dzieciaków. My z Kubim w któryś weekend również wybraliśmy się na zakupy. Czas powoli skupywać już rzeczy. W Katowickim centrum wybraliśmy wózek i dwa łóżeczka, przewijak, jakieś zabawki, pieluszki, kocyki, poduszeczki i parę ubranek. Z tymi całymi tobołkami zajechaliśmy do mieszkania. Za nic w świecie nie pozwolił nic wnieść na górę więc weszłam z pustymi rękoma. Ten za to trzy razy biegał po wszystko. Przecież mogłam chociaż wziąć reklamówki z ubrankami, ale ten nie. Wolał sam to zrobić.

-Gdzie ty chcesz to wszystko rozstawić?-zapytałam, a chłopak usiadł obok.
-Na pewno nie tutaj. Znalazłem nam domek, ale chcę byś pojechała tam ze mną i powiedziała czy cie się podoba. Jak nie to szukamy czegoś innego.
-Jestem pewna, że spodoba mi się na pewno.-odpowiadam przytulając się do niego, a on kładzie mi dłonie na brzuchu.
-Już nie mogę się doczekać by wziąć te dwie kruszynki na ręce.
-Niedługo już Michał.
-Niedługo kurczę to ja na kadrę będę jechał. Mamy jeszcze dwa tygodnie dla siebie. Nie chcę cię zostawiać samej.
-Poradzę sobie dobrze.
-Nie. Może zamieszkasz u moich rodziców co? Byłbym spokojniejszy gdyby ktoś był obok,bo odpukać byś się źle poczuła i nie miałby kto wezwać pomocy….albo do Patrycji się wprowadź. Cokolwiek, ale nie ma mowy bym zostawił cię samą.

Dobrze wiedziałam, że on nie odpuści więc zgodziłam się na przeprowadzkę jakby co do jego rodziców.

Następnego dnia wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy. Po jakichś 15 minutach zajechaliśmy na miejsce. Wysiadłam i zauważyłam ładny piętrowy domek, ogrodzony, z ogródkiem.

-Wejdźmy.-mówi i otwiera przede mną furtkę, a potem drzwi domu. Gdy wchodzę jestem zszokowana tym, że to jest takie duże.
-Michał przecież to musi kosztować fortunę.
-Powiedz tylko czy ci się podoba? Chciałabyś tutaj mieszkać?-zadaje mi pytania, a ja rozglądam się po całym domu. Był naprawdę piękny.-Więc jak?-pyta obejmując mnie od tyłu w talii kiedy stałam na tarasie i patrzyłam na ogródek wyobrażając sobie bawiące się tutaj nasze dzieci.
-Jest pięknie.
-Więc bierzemy tak?
-Tak, ale chcę się dołożyć. Wygrałam sporą sumkę i nie ma mowy byś sam za to płacił.-odpowiadam.
-Wiem, że lepiej cię nie denerwować więc zgadzam się, ale dokładne koszty omówimy później okej?...a teraz…..teraz jedźmy już na te badania, bo chcę usłyszeć nasze dzieci.-mówi i oboje wychodzimy z budynku i wsiadamy do samochodu. Kubiak kieruje auto wprost pod gabinet lekarski. Na szczęście nie ma kolejek więc wchodzimy od razu. Po przywitaniu i krótkim wywiadzie jak u mnie, położyłam się na leżankę i kobieta zaczęła wykonywać badanie.

-To teraz posłuchamy jak biją ich serduszka.-mówi włączając odpowiedni przycisk. Po chwili słyszymy rytmiczne uderzenia serc. Aż łezka mi poleciała ze szczęścia. U Michała również zauważyłam lekko zaszklone oczy. To był naprawdę cudowny moment.-Mogę też państwu oznajmić, że to nie będą bliźnięta jednojajowe, a dwu.
-Czyli?-pyta Michał.
-Czyli nie będą wyglądały jak dwie krople wody, może urodzić się i dziewczynka i chłopiec, mogą dwie dziewczynki, albo dwóch chłopców….na razie dzieci ułożone są tak, że nie widzę ich płci.
-Niech pani nie mówi.-zaczynam.-Nie chcę znać płci. Chcę tylko by były zdrowe.
-Dobrze. Na razie wszystko jest z nimi w porządku.  Może pani się już wytrzeć.-mówi i podaje mi papier. Robię to, a potem siadamy znów przy biurku i dostaję wydruk USG i płytkę z nagraniem bijących serc. Żegnamy się z lekarką i wsiadamy do auta.

-Michał nie jesteś zły?-zapytałam.
-Za co?
-Za to, że nie chcę znać płci dzieci? Chciałabym żeby to była niespodzianka.
-Nie kochanie….nie jestem zły.
-Bo jeśli chcesz…to jak tylko ona zobaczy to poproszę by ci powiedziała, bo ja na razie nie muszę tego wiedzieć.
-Spokojnie jest dobrze. Poczekamy razem by zobaczyć.
-Kocham cię wiesz?
-Wiem, bo ja ciebie też słońce.-odpowiada i uśmiecha się do mnie.



Dni mijały nadzwyczajnie szybko. Ja z każdą chwilą stawałam się coraz grubsza. Jadłam więcej niż Michał z czego zawsze śmiał i proponował bym i jego porcję zjadła. Kiedy udawałam,że obrażałam się ten sprawiał tak,że miękłam pod jego spojrzeniem,albo gdy chwytał mnie w ramiona.... Czułam się obok niego taka bezpieczna, bo wiedziałam choćby nie wiem co się działo Kubi zawsze będzie obok.

Wizyty miałam regularnie co dwa tygodnie. Mój narzeczony nie przegapił na razie żadnej z nich. Nasze maluszki mają  się bardzo dobrze. Są zdrowe i rozwijają się prawidłowo. Oboje z Miśkiem cieszymy się z tego bardzo. Po jednej z wizyt udaliśmy się do Katowic na małe zakupy dla dzieciaków. Trochę nam to zajęło po pierwsze ze względu na mój brzuch,po drugie przez  to,że często nie mogłam zdecydować się na coś. Siatkarz o dziwo był bardzo spokojny i nie narzekał chociaż zapewne wolałby robić w tym czasie co innego. Z pełnym bagażnikiem wróciliśmy do domu. Kiedy ten wnosił bagaże ja wzięłam się za przyrządzenie czegoś do jedzenia.

-Kochanie! Usiądź i odpocznij, ja wszystko przyniosę zaraz i zrobię nam coś.-krzyczy.
-Ale ja nie jest chora,ani nic. Chociaż to mogę zrobić.
-Nie możesz!-usłyszałam jego odpowiedź,a po chwili trzask drzwi. Oczywiście nie posłuchałam go i zrobiłam nam naleśniki. Gdy przyniósł  już wszystko wpadł do kuchni.

-No normalnie nie mogę z Tobą.-mówi podchodząc i przytulając się do moich pleców.
-Ja z Tobą też Misiu.-odpowiadam odwracając się do niego przodem.
-Jak tam nasze dzieciaczki?-zapytał klękając przede mną i przykładając głowę do mojego brzucha.-No hejka szkraby. Widzicie co tatuś ma się z mamusią. Nie chce mnie słuchać. Musicie coś jej powiedzieć żeby się nie przemęczała.-mówi wciąż, a ja śmieję się. Po chwili poczułam kopnięcie.
-Kopnęło.-szepnęłam, a Michał od razu położył dłonie na brzuchu. Przesunęłam je w odpowiednie miejsce.-Mów coś.

Kubi zaczął nawijać, a dzieciaczki co jakiś czas kopały.

-Poczułeś?-zapytałam.
-Oczywiście, że tak.

Chłopak wstał i mocno mnie pocałował.

-Kinia ja nie chcę jechać na zgrupowanie. Nie mogę zostawić Cię samej z tym wszystkim.
-Michał poradzę sobie.-odpowiadam ujmując jego twarz w dłonie.-I nie kłóć się ze mną, bo nie powinnam się denerwować w tym stanie pamiętasz?
-Oczywiście już nie będę.

W spokoju dokończyłam przyrządzanie nam jedzenia, a po nim Kubi pozmywał naczynia. Ja w tym czasie wybrałam nam do obejrzenia jakiś film.  W połowie filmu zmęczona zasnęłam.


*** 
Nastał dzień wyjazdu Michała. Strasznie nie chciałam się z nim żegnać.  Płakałam kiedy odwoził mnie do domu jego rodziców.

-Hej Słońce błagam Cię nie płacz, bo i ja zacznę.-mówi zatrzymując się pod ich domem.
-Michał…strasznie będę tęsknić za Tobą.-powiedziałam obejmując go mocno za szyję.
-Ja za wami też.-odpowiada odsuwając mnie od siebie i całując w usta.

Po chwili uspokojenia się wysiedliśmy i rozpakowaliśmy wszystkie rzeczy, a właściwie on ze swoim tatą, bo mi zakazano nosić cokolwiek. Nadszedł w końcu czas pożegnania. Dobrze wiedziałam, że niedługo się zobaczymy. Nie ma  mowy bym opuściła ich mecze i on dobrze o tym wie. Nie chciał bym przychodziła, ale zagroziłam, że jak nie to sama kupię bilety i będę siedzieć gdzieś wśród ludzi. Podziałało to na niego, bo od razu się zgodził na bilety dla mnie w strefie dla rodzin zawodników. Po pożegnaniu się i patrzeniu jak odjeżdża weszliśmy z jego rodzicami do środka. Od razu pytali co mi potrzeba, czy chcę coś zjeść, a może napić się czy coś.

-Na razie dziękuję. Pójdę odpocząć jeśli to nie problem.
-Oczywiście, że nie.-odpowiedziała jego mama. –Przyniosę ci zaraz herbatkę i ciasteczka jakieś.

Nie kłóciłam się z nią tylko przytaknęłam. Weszłam na górę do pokoju Michała. Pierwszy raz jestem tutaj. Rozejrzałam się po nim, a po chwili przyszła jego mama. Kiedy usiadłam na łóżko ona zaczęła mi opowiadać o Michale różne historie. Naprawdę cieszyłam się z tego, że jego rodzina tak ciepło mnie przyjęła, a teraz zaopiekowała się nami.

 *** 

Dni mijały mi codziennie tak samo. Czekałam w końcu, aż nadejdzie pierwsze spotkanie naszych chłopaków tu w Polsce. W trakcie podróży rozmawiałam z Michałem przez Skype’a. Regularnie przesyłałam mu wiadomości o tym jak się czujemy. Jego mama jeździła ze mną na badania i kiedy poszła ze mną do lekarza i usłyszała bicie serduszek tak jak chyba każdy z nas uroniła pare łez. Była chyba dumna z tego, że będzie babcią. Jak w końcu nadszedł pierwszy z meczy z wielką radością wraz z Pati wyruszyłyśmy na niego. Założyłam jeszcze koszulkę Kubiaka w którą mieściłam się niejako i ruszyłyśmy na halę. Szybko odnalazłyśmy swoje miejsca i obserwowałyśmy zapełniające się trybuny. Po kilku chwilach na parkiet wbiegli przeciwnicy, a potem nasi. Zostali powitani wielkimi brawami. Michał zanim zaczął się rozgrzewać podszedł do mnie by się przywitać. W końcu przez pewien czas się nie widzieliśmy. Nie trwało to długo, bo kazałam mu wracać na boisko. Pojedynek trwało krótko, bo nasi rozprawili się z Holandią w trzech setach. Oczywiście nie mogłam się powstrzymać, by nie kibicować narzeczonemu. Dzieci też to robiły, bo nie raz czułam kopnięcia. Wiedziały, że to tatuś gra. Po spotkaniu wraz z Michałem wyszliśmy coś zjeść. Bardzo się za nim stęskniłam. Omawialiśmy w tym czasie remont domu i przeprowadzkę. Jednak nie było dane długo cieszyć się nam wspólną chwilą, bo siatkarz musiał wracać do drużyny. Pożegnaliśmy się i ja wróciłam do auta, a on do hotelu.



Turniej Ligii Światowej Polska zakończyła, na drugim miejscu. Michał otrzymał tytuł najlepiej przyjmującego. Nie dziwiło mnie to wcale, bo rzeczywiście był w formie jak nigdy chyba…..tak przynajmniej mówili wszyscy. Dla mnie ona zawsze grał świetnie. Po jego przyjeździe udaliśmy się na krótki odpoczynek nad morze. Ja w tym czasie wyglądałam naprawdę grubo. W końcu nie jedno, a dwójka dzieciaków mieszkała w moim brzuchu.  Gdy wróciliśmy do Jastrzębia Kubiak wrócił znów na zgrupowanie kadry.  W sierpniu mieli Memoriał. Po nim mój ukochany czekał już tylko do rozpoczęcia Plus Ligii. W tym czasie chodziliśmy razem do szkoły rodzenia. Sam mi to zaproponował. Naprawdę wiele mi pomagał. Czas szybko minął i zaczął się w końcu październik. Pierwszy mecz jaki rozgrywali był z Asseco Resovią. W tym sezonie mój Michał został kapitanem drużyny. Chociaż do porodu miałam jakiś tydzień zdecydowałam się pójść na ten ważny mecz. Nie mogłabym darować sobie tego, że nie widziałabym go kiedy z dumą wita kibiców jako kapitan Jastrzębskiego Węgla po raz pierwszy w tym sezonie. Wraz z Pati znalazłyśmy swoje miejsca.  Z mega wielkim brzuchem ledwo usiadłam na swoje miejsce. Obok mnie pojawiła się Maja, nie mogąc oszczędzić mi komplementów tego jak pięknie wyglądam. Równo o 18:00 rozpoczęło się spotkanie. Gdy Kubi spojrzał na mnie z tym uśmiechem kiedy powiedziano o nim kapitan byłam równie prze szczęśliwa co on. Zawodnicy podali sobie dłonie, a za chwilę na boisko wbiegły pierwsze szóstki. Wtedy znów poczułam dość mocny skurcz. Chciałam go ukryć przed dziewczynami, ale mi się nie udało.

-Kinga co Ci?-pyta Patrycja.
-Nic….po prostu…..to już.-powiedziałam kiedy poczułam jak woda skapuje z siedzenia.
-Co?!-krzyknęły obie.
-To co powiedziałam.-odpowiadam i zaczynam oddychać tak jak mi zalecano na szkółce rodzenia.-Zaczynam rodzić.-mówię, a one szybko wstały i zaczęły panikować.

sobota, 26 października 2013

Rozdział 58





 Kobieta spojrzała nas nas zsuwając z nosa lekko okulary.

-Czy coś jest nie tak z naszym maleństwem?-pytam przerażona.
-Nie. Wszystko jest w porządku…..więc mówi pani, że była już u lekarza.-zaczyna odkładając długopis.
-Tak.
-I co dokładnie powiedział?-zapytała.
-Że jestem w ciąży, w 3 tygodniu.
-I to wszystko?-dopytuje.
-Tak to wszystko.
-A mają może państwo rodzeństwo?-zadaje wciąż pytania.
-Ja nie mam, a mój narzeczony ma brata.-odpowiadam.
-Straszy, młodszy, bliźniak?-zwraca się z pytaniami do siatkarza.
-Starszy, ale co to ma do rzeczy?-pyta Michał.
-A mieli może państwo jakieś pokolenie w którym występowały bliźniaki?-pyta.
-U mnie nie.-odpowiadam.
-Z tego co wiem u mnie też nie.-dodaje Michał.

Spogląda na nas i znów włącza sprzęt. Przekręca w naszym kierunku bardziej monitor i wskazuje na niego.

-Widzą państwo tą jasną plamkę?
-Tak.-odpowiadamy równo.
-To jest wasze dziecko.-mówi i przesuwa urządzenie nieco w prawo.-A tą jasną?-dopytuje wskazując na kolejną z nich.
-Widzimy.
-W takim razie chcę pogratulować, bo zostaną państwo rodzicami bliźniaków.
-Że co?Ale to pewne? Przecież tamten lekarz nie powiedział mi tego.-zapytałam z niedowierzaniem.
-W tamtej fazie mogło to wszystko być tak ulokowane, że badanie nic nie wykazało. Teraz kiedy dzieciaki nieco zmieniły swoje położenie wszystko widać. Naprawdę to jest dziwne, bo zazwyczaj bliźniaki rodzą się w takich rodzinach w których występowały ciąże mnogie.-mówi, a ja spoglądam na bladego Michała. –I te mdłości….to normalne, że są takie intensywne przy ciąży bliźniaczej. W końcu to nie jedno, a dwójka dzieci.-odpowiada, a my wciąż jesteśmy jeszcze w szoku. 

Podaje mi ręczniczki i wycieram sobie brzuch, a następnie zasiadamy przy biurku. Przepisała mi jakieś witaminy i powiedziała jak mogę zminimalizować te wymioty. Wyznaczyła mi również termin na drugą wizytę. Wzięłam wszystkie papierki które mi dała i wraz z Kubim udaliśmy się do samochodu. Włożył kluczyki do stacyjki, lecz nie odjeżdżał. Spoglądał przed siebie, tak jak ja.

-Michał boję się.-zaczęłam.-Bałam się, że nie dam rady sobie przy jednym dziecku jak nam się urodzi, a co mam powiedzieć kiedy za jednym razem będzie ich aż dwójka.-szepczę i wycieram łzy z policzków.
-Ja też się boję Kinia…..ja…ja nigdy się nie spodziewałem, że takie coś nas spotka.-odpowiada i odwraca się w moja stronę.-Ale damy sobie radę. Obiecuję, że nie zostawię cię z tym samej. Razem wychowamy nasze dzieci. W razie czego poprosimy moich rodziców o pomoc. Nie będziemy sami.-mówi i przytula mnie do siebie.-Wciąż jestem w szoku tego, że to będą bliźniaki.-zaczyna śmiejąc się.
-Ja też nie przypuszczałam, że tak wyjdzie.
-Ale to będzie podwójne szczęście. Wiesz?
-Wiem…..a teraz jedźmy już do domu, bo jestem nieco głodna wiesz?
-Nie ma sprawy słońce.

I odpala samochód, po drodze wstępując do sklepu po jakieś zakupy i do mieszkania. W środku przyrządza nam pyszne naleśniki. Po nich siadamy na kanapie i oglądamy jakiś film.

-Komu powiemy pierwszemu?-pytam.
-Nie wiem.
-Może pojedziemy jutro na przykład do twoich rodziców i poinformujemy ich o wszystkim, a kiedy przyjdzie Zbyszek z Mają na kolację to wtedy im powiemy.
-Okej. A Pati kiedy chcesz powiedzieć?-zapytał.
-Wiesz….tak pomyślałam, że może zaprosić ich również w sobotę. Będą nasi przyjaciele i oznajmimy im to wszystko.
-Może być tak.-odpowiada.

Wieczorem wysyłam do Patrycji SMSa, że w sobotę urządzamy spotkanie i chcę by wraz z Damianem przyszli do mnie i Michała. Ciekawa jestem jak wszyscy zareagują na ciążę….może nie tyle co ciążę, co ciążę bliźniaczą.



(…)

Po kilku dniach wybraliśmy się do państwa Kubiaków. Ich reakcja była różnorodna. Na początku się cieszyli z wnuków, a kiedy oznajmiliśmy, że z wnucząt i wytłumaczyliśmy im wszystko to byli nieco zszokowanie, ale tylko chwilę, a po niej mocno wyściskali nas gratulując wszystkiego. Mama Michała powiedziała, że w razie czego zawsze mogę zwrócić się do niej o poradę, albo pomoc i gdy przy dzieciach będzie trzeba pomóc to również to zrobi. Naprawdę byłam spokojniejsza kiedy wiedziałam, że w razie czego mam na kogo liczyć. Po zjedzeniu kolacji wróciliśmy do domu. Położyłam się od razu do łóżka, a Kubi obok mnie. Uśmiechnęłam się, a ten mocno przytulił do siebie szepcząc do ucha:

-Kocham was moje skarby.
-My ciebie też kochamy Misiu.-odpowiedziałam i pocałowałam go. Nie miałam ochoty na nic, więc przykryłam się jedynie kocem i poszłam spać.

Gdy rano obudziłam się, siatkarza nie było obok mnie. Odrzuciłam na bok koc i wstałam udając się za zapachem. Chłopak stał w kuchni i smażył coś.

-Dzień dobry.-powiedziałam obejmując go od tyłu. Mój kucharz odłożył widelec i odwrócił się do mnie przodem namiętnie całując w usta.
-Dzień dobry. Na co masz ochotę co?-pyta.
-Nie wiem.
-Mogę dać ci sałatkę którą rano zrobiłem.
-Przecież ja miałam ją zrobić.-odpowiadam opierając dłonie na talii.
-Kochanie musisz się oszczędzać.
-Michał! Ja jestem dopiero w początkowej fazie ciąży. Poza tym ciąża to nie choroba.
-Ja wiem, ale….-zaczyna lecz zamykam mu usta pocałunkiem.
-Przestań. Daj mi lepiej trochę tej sałatki i kanapkę z szynką.-mówię siadając przy stoliku.
-Się robi.

Gdy zjadłam poszłam wziąć prysznic i ubrać się. Gdy skończyłam to, zaczęłam rozstawiać talerzyki, szklanki i sztućce na stole. Za godzinkę mieli pojawić się nasi przyjaciele. Kiedy z Michałem dopięliśmy wszystko na ostatni guzik, zadzwonił dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam je zauważyłam Patkę i od razu wpadłam jej w ramiona.

-Kinia gratuluję ci wygranej. Nawet nie wiesz jak cieszę się z tego powodu.-mówi.
-Ja też się cieszę. –odpowiadam i odsuwam się by móc powitać również jej chłopaka. Pierwszy raz oficjalnie widzę się z nim. Wręcza nam butelkę wina, a ja przekazuje ją Kubiakowi. Nim zdążyli wejść znów zadzwonił dzwonek. Przyszli nasi ostatni goście. Do środka po chwili weszli Maja z Zibim witając się ze wszystkim. Zaprosiliśmy wszystkich do stołu, a my udaliśmy się do kuchni by przynieść ciepłe jedzenie.

-Mmmm..-mówi Zibi chwytając za łyżkę i nakładając sobie jedzenia na talerz.-Wyśmienicie pachnie.

Kiedy wszyscy skosztowaliśmy już potraw odezwał się znów atakujący.

-Widziałem winko na szafce. Czemu nie nalejesz go do tej pysznej potrawy co?-zadaje pytanie Bartman. On jak nikt inny jest bezpośredni i mówi co myśli. W końcu czuje się w tym mieszkaniu jak u siebie w domu. Spoglądam na Michała, a on uśmiecha się do mnie.
-Na razie nie będziemy go otwierać zanim wam czegoś z Kingą nie powiemy.-zaczyna.
-Ustaliliście już datę ślubu tak?-zadaje pytanie podekscytowana Patrycja.
-Nie do końca.-odpowiadam.-Nieco odsuwamy tę datę…..ponieważ…..
-Ponieważ Kinga jest w ciąży.-dopowiada Michał i patrzymy na całą czwórkę. Już szczęśliwi mają zamiar poderwać się i gratulować nam kiedy powstrzymujemy ich.
-No i właśnie dlatego nasz ślub odbędzie się później.-mówię.
-Chłopiec? Dziewczynka? Który tak w ogóle to miesiąc?-pyta moja przyjaciółka.
-No właśnie! Będę pomagał przy małej księżniczce, czy przyszłym siatkarzu?-zapytał Zibi.
-Właściwie sami nie wiemy tego. Za wcześnie na to żeby wiedzieć to. –mówię.-Możliwe, że przy dwóch księżniczkach będziesz pomagał, ewentualnie dwóch siatkarzach, lub przy siatkarzu i księżniczce.-dodaję, a wszyscy patrzą na mnie.
-Kinga ja tego nie rozumiem.-powiedział zdezorientowany Zibi.
-No czego tu nie rozumieć?-pyta Kubi.-Będziemy mieli bliźniaki. Lepiej?-kieruje swą wypowiedź Michał do Zbyszka.
-Że bliźniaki? Że to….że takie same?-jąka się atakujący.
-Tak kurwa!-odpowiada śmiejąc się Misiek.
-To żeś Misiek strzelił! Za jednym razem od razu dwójka. Nieźle zaplanowałeś to. Poza tym niezły nabój musiał być.-zaczyna Zibi swój wywód i od razu w pokoju wszyscy wybuchają śmiechem.
-Weź Zibi ty się puknij w głowę czy co.-odpowiada mu mój narzeczony, a po chwili Patka wstaje i podchodzi do mnie mocno mnie ściskając.
-Będę podwójną ciocią. Nie masz pojęcia jak bardzo się z tego cieszę.-mówi.
-Ja też.

Każdy po kolei zaczął nam gratulować. I Maja i Damian i Zbyszek który wyściskał mnie  i schylił na wysokość mojego brzucha, by powitać dzieciaki. Kubiak odciągał go i powiedział by się nie wydurniał, ale po chwili znów go ściskał naprawdę ciesząc się z tego co nam się przytrafiło.

-To teraz możemy otworzyć te wino.-mówię wstając od stołu by sięgnąć po butelkę.
-A ty możesz?-zapytał Zibi.
-Lampka czerwonego wina mi nie zaszkodzi. –dopowiadam i wracam z alkoholem. Damian zajmuje się otworzeniem go i rozlewa od razu. Wznosimy toast i upijamy łyka, a po chwili znów wracamy do jedzenia i do rozmowy. Oczywiście numerem jeden była moja ciąża. Patrycja ze Zbyszkiem już wymyślali dla naszych dzieciaków imiona i deklarowali, że to on, albo ona będzie najlepszym wujkiem/ciocią. Naprawdę zabawnie to wyglądało. Później temat wkroczył na temat Igrzysk i mojego wywalczenia medalu. Siedzieliśmy tak do 23:00. Nasi goście zaczęli się już zbierać i nim się obejrzeliśmy rozeszli się do domów.

-To będzie istna rywalizacja kto będzie lepszym wujostwem.-mówię zaplatając dłonie na szyi Michała.
-Oj będzie. Przynajmniej wiemy, że możemy na nich liczyć w razie czego.-odpowiada obejmując mnie w tali i przyciągając do siebie, by po chwili wpić się namiętnie w moje usta. 
-Wiesz mam ochotę na coś.
-Na co?-pyta.
-Ty.. ja.... łóżko i seks.-mówię zalotnie przygryzając delikatnie wargę i przesuwając palcem wskazującym po torsie przyjmującego.
-Ale możesz kiedy jesteś w ciąży?-zadaje mi pytanie.
-Tak. Nic mi nie będzie.

Gdy odpowiedziałam mu od razu udaliśmy się do sypialni i tam doszło do zbliżenia. Strasznie mi tego brakowało przez jakiś czas. Poza tym niedługo będę wyglądać jak ciężarówka, więc korzystam z seksu dopóki daję radę.


_____________________________________________________________________________________

Wpierw przepraszam za to, że nie dodałam wcześniej rozdziału, za to że nie komentuję waszych blogów, ale czytam. Postaram się jednak to zmienić, bo wiem jak ważna dla każdej blogerki jest opinia, choćby najmniejszy komentarz.
Zgadłyście, że to będą bliźniaki. :) Chyba niczym już was nie zaskoczę...chociaż.....nie wiem. Zobaczymy. Na pewno jedno jest pewne, że jesteśmy coraz bliżej końca. 
Pozdrawiam :)

środa, 16 października 2013

Rozdział 57





Mija chwila i on odwraca się znów patrząc mi w oczy.

-Kinga….ja…-zaczyna drapiąc się po głowie.
-Nic nie mów!-odpowiedziałam wściekła i chciałam odejść, ale siatkarz złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie odnajdując moje usta. Nie potrafiłam oprzeć się temu pocałunkowi. Oparł swoim czołem o moje. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam oczy. Zaskoczył mnie strasznie ten widok. Michał stał z uśmiechem na twarzy.  
-To jest pewne?-pyta.
-Tak. Byłam u lekarza i potwierdził, że jestem w ciąży.
-Ale kiedy?-z niedowierzaniem zapytał.
-Po moim przylocie, po tym co wszyscy myśleli, że zginęłam, wtedy tak siebie pragnęliśmy, że zagalopowaliśmy się trochę i wyszło to co wyszło….ale wiesz co…nie mam zamiaru brać cię na litość czy co. Nie chcesz tego dziecka to nie!-mówię i odsuwam się od niego.
-Jak możesz tak myśleć?
-Po twojej pierwszej reakcji każdy by pomyślało tym samym.-odpowiadam.
-Kinga….ja….ja przepraszam. Po prostu to szok był dla mnie. Nie spodziewałem się, że tak wcześnie zostaniemy rodzicami.
-Ja też.
-Jednak po chwili zrozumiałem, że nic lepszego nie mogło nas spotkać. -zaczyna i przytula mnie.- Przecież to jest najlepsza wiadomość jaką kiedykolwiek usłyszałam. Nie uwolnisz się ode mnie tak łatwo. I czy chcesz czy nie zostaniesz moją żoną….poza tym jak mogłaś pomyśleć, że zostawiłbym cię samą? Kinga kocham cię….kocham również tą małą istotkę w której tworzeniu brałem udział. Kocham was oboje. I co by się nie działo, nie masz prawa myśleć, że cię zostawię rozumiesz?-pyta unosząc mój podbródek.
-Rozumiem i przepraszam.
-Nie masz za co moje słoneczko.-odpowiada, a ja czuję się w tej chwili najszczęśliwszą osobą na świecie, bo wygrałam medal, zostałam mamą i mam cudownego narzeczonego. Czy coś piękniejszego mogło się zdarzyć?


Po jeździe kobiet swoją ostatnią jazdę mieli faceci. Wraz z Kubim zostaliśmy i obejrzeliśmy pokaz Davida. Jak się okazało mój przyjaciel tak jak ja zajął pierwsze miejsce. Zaciągnęłam więc na dół Michała, by po pierwsze pogratulować chłopakowi, a po drugie przedstawić mu miłość mojego życia. Jak zobaczyłam go od razu mocno go przytuliłam i pogratulowałam.

-David chciałam przedstawić ci Michała.-mówię wskazując na siatkarza stojącego obok mnie. Kubi podał dłoń łyżwiarzowi i pierwsze co powiedział to dziękuję.
-Nie ma za co.-odpowiedział David.-Cieszę się, że Kinga jest szczęśliwa. Przy okazji również i ja jestem więc jesteśmy kwita.
-Dziękuję za to, że wysłałeś ją wtedy do mnie.
-Naprawdę to nic wielkiego.-odpowiada.

Po chwili rozmowy żegnamy się z chłopakiem i wracamy do hotelu. Zanim jednak zachodzimy do pokoju, wstępujemy by coś zjeść.

-Weź pizzę z ostrym sosem.-mówię do Michała.
-A możesz jeść ostre?-pyta.
-Nie wiem, ale mam ochotę na to teraz.
-No tak….te zachcianki ciążowe.-wywrócił oczami i zaśmiał się. Kopnęłam go lekko pod stołem w nogę.-no co ty chcesz skarbie? Taka prawda.
-I dobrze. Trzeba było tak się nie starać to nie miałabym żadnych zachcianek.-odpowiadam udając obrażoną.
-Ojej….nie masz nawet pojęcia z jaką wielką chęcią będę latał ci do sklepu w nocy, bo zechcesz akurat coś zjeść.
-Zapamiętam to sobie.-mówię, a chłopak w tym czasie składa zamówienie. Gdy czekamy Michał porusza temat ślubu.


-.....Nie wiem Michał.
-To od ciebie zależy, czy chcesz pobrać się teraz zanim będzie jeszcze brzuszek widać, czy w trakcie, a może po?
-Na pewno nie w trakcie. Zdaje mi się, że najlepszym wyjściem będzie czas gdy już urodzę, chociaż boję się, że bardzo przytyję i nie zmieszczę się w nic.
-Ty słońce? Przecież jesteś najpiękniejsza i w ogóle naj….-zaczyna.
-Dobra, dobra. Idź lepiej już po zamówienie, bo wynieśli naszą pizzę.

Tak jak powiedziałam, tak on zrobił. Po chwili na naszym stole stało jedzenie. Pachniało cudownie, aż ślinka ciekła.

-Wiesz Michał….ja znam już tą historię i ty również.-mówię, a on spogląda na mnie.
-Jaką?-pyta.
-Nie mówi ci to czegoś? Medal, dziecko…-a ten uśmiecha się.
-Historia lubi się powtarzać.
-Mam tylko nadzieję, że nie skończy się tak jak poprzednia.-odpowiadam i czuję ścisk w gardle.
-Na pewno nie.-mówi kładąc swoją dłoń na mojej.-Za to już wiemy kim zostanie dzidziuś jak dorośnie…..przecież jazdę ma we krwi prawda?
-Nie wiem Michał. A może w siatkówkę pójdzie jak jego tata.
-Może….wiem na pewno, że nie będę zmuszał go do niczego. Jeśli zechce zostać łyżwiarzem to zostanie, siatkarzem, koszykarzem, piłkarzem, lekkoatletą czy innym sportowcem. Zawsze będę go wspierał i kochał tak samo.
-Dlaczego uważasz, że to będzie on?-dopytuję.-Ja coś czuję, że to będzie ona.
-Ja mam przeczucie, że będzie chłopak,.... ale jak będzie córeczka to to samo do niej się tyczy. Zrobi ze swoim życiem co tylko zechce, a ja i ty będziemy ją wspierać.
-Tak. Na pewno kochanie.
-Wiesz…..już nie mogę doczekać się kiedy w końcu powie do mnie tata.
-Poczekaj kochanie. Na razie te dzieciątko jest malusieńkie. Jak zajdziemy do pokoju to pokażę ci wydruk USG.
-No mam nadzieję, że to zrobisz.

Po zjedzeniu pizzy, za ręce spacerkiem powoli ruszyliśmy do hotelu. Tam dałam mu wydruk, a on dopytywał gdzie jest co, bo mówi, że on tu nic nie widzi. Kiedy wyjaśniłam i pokazał gdzie co jest dopiero to dostrzegł.
Jeszcze tylko jutro na zakończenie Igrzysk i samolot do domciu. Już nie mogę doczekać się kiedy powiem Patce o tym, że będzie ciocią.


(…)

Zakończenie trwało dość długo, ale po tym od razu udaliśmy się na lotnisko i po 30 minutach wiedzieliśmy na pokładzie samolotu, który miał dowieźć nas do domu. Gdy nareszcie dojechaliśmy, na parkingu czekał na nas Zbyszek. Jestem ciekawa czy Misiek pochwalił mu się już. Przez całą drogę atakujący milczał co raczej można było odebrać jako znak niewiedzy.

-Powiedziałeś mu?-zapytałam szeptem Michała, a on pokręcił głową.
-Co mnie obgadujecie?-zadaje pytanie Zibi patrząc w lusterko.
-Nie obgadujemy ciebie…tylko kolację na którą chcemy zaprosić was z Mają.-odpowiadam, a Misiek pytająco patrzy na mnie.
-Z wielką chęcią.-mówi Bartman.-A kiedy?
-Może w weekend?
-Wiesz co….z Mają jedziemy do jej siostry na urodziny. Może za dwa tygodnie?
-Pasuje nam. Jeszcze ustalimy co i jak.
-Pewnie.

Po 45 minutach wysiadamy z auta Zbyszka i idziemy wprost do naszego mieszkania. Michał zabrał mi wszystkie walizki i zabronił dźwigać cokolwiek.

-Kochanie ja pomogę ci z tą torbą.
-Nie!-stanowczo powiedział.-Jesteś w ciąży i nie możesz się przemęczać.
-Ale Michaś……
-Nie Michaś! Wniosę to sam! Koniec kropka!-mówił, a ja uniosłam dłonie w geście poddania się.

Z wielkim trudem wszedł z całym tym tobołkiem na górę. Potem padł na kanapę.

-Kochanie?-zawołał mnie leżąc w salonie.
-Tak?-zapytałam stojąc oparta o framugę drzwi.
-Czemu zaprosiłaś Zbyszka do nas?
-Żebyś mógł mu powiedzieć, że wujkiem będzie.
-Przestań w końcu sam by zauważył, że coś jest nie tak ze mną i nie dałbym rady ukryć przed nim tego mojego szczęścia.

Pokręciłam tylko głową i wróciłam do przyrządzania nam kolacji. Po zjedzeniu posiłku oboje położyliśmy się spać.



Dni mijały nam bardzo szybko, a ja z każdym miałam większe mdłości. Ja wiem, że to normalne, ale nie sądziłam, że będzie aż tak źle. Michał cały czas był przy mnie. O co tylko poprosiłam w jednej chwili znajdowało się przede mną. Codziennie przynosił mi jakieś herbatki mówiąc, że na mdłości są one dobre. Nie mam pojęcia skąd on o tym wie, ale rzeczywiście przez jakiś czas było lepiej. Ale mówię tylko na chwilę.

-Kochanie wiesz jedźmy lepiej do lekarza. To chyba nie jest normalne.-mówi zmartwiony Michał siadając obok mnie.
-Już jest lepiej.-odpowiadam.
-Nie prawda. Ubierz się i pojedziemy.

Spoglądam na niego i w końcu zgadzam się. Zarzucam na siebie kurtkę i kozaki. Poprawiam nieco włosy i robię lekki makijaż by nie straszyć. Przy wyjściu Kubiak zakłada mi czapkę i zawiązuje szalik. Powoli schodzę po schodach, a chłopak od razu otwiera mi drzwi auta i pomaga wsiąść. Sam obiega samochód i zasiada za kierownicą.

-Naprawdę skarbie nie wyglądasz dobrze. Martwię się bardzo.-zaczyna, a ja unoszę kącik ust do góry. Przyjmujący miał chyba już dużo wcześniej to zaplanowano, bo dobrze wiedział gdzie ma jechać. Po jakichś 10 minutach zatrzymaliśmy się pod niedużym budynkiem.
-Gdzie my jesteśmy?-pytam.
-Do lekarza przyjechaliśmy.
-Przecież to nie szpital jest.-mówię i spoglądam na niego.
-Wiem. Chcę żebyście mieli jak najlepszą opiekę. To jest prywatny lekarza. Z tego co wiem najlepszy w mieście.
-Michał, ale…..
-Kochanie nie ma żadnego ale. Jesteście dla mnie najważniejsi.-mówi chwytając moją dłoń i całując ją.-Chodźmy.

Wysiadamy z auta i kierujemy się do wejścia. W poczekalni siedzi parę kobiet w ciąży.

-Dzień dobry.-powiedział Kubiak do recepcjonistki.
-Dzień Dobry.
-My do doktor Geruk.
-Dobrze. Proszę usiąść i wypełnić papiery. –odpowiada kobieta podając nam kilka kartek. Biorę je od niej i siadam przy stoliku by wszystko wypełnić. Kiedy skończyłam narzeczony odniósł papiery i wrócił szybko do mnie.

-Jak się czujesz skarbie?-pyta kiedy opieram głowę o jego ramię.
-Nijak tak. Mam nadzieję, że to spowodowane jest ciążą, a nie tym, że jakieś komplikacje są.
-Na pewno nie. Może tak jest zawsze przy pierwszej ciąży.-dodaje.
-Pewnie tak.-odpowiadam.

Po jakichś 30 minutach zostajemy przyjęci. Oboje wchodzimy do gabinetu i siadamy przy biurku kobiety. Spojrzała ona wpierw na nas, a potem w kartę.

-Pani pierwsza ciąża tak?-dopytuje.
-Tak. Pierwsza. Mam pytanie pani doktor.-zaczynam.
-Słucham.-mówi i przenosi swój wzrok na mnie.
-Czy duże mdłości są normalne przy pierwszej ciąży?
-To zależy naprawdę od kobiety. Jedne przeżywają to lepiej, a inne gorzej. Zapewniam panią, że są one normalne.
-Aha.
-Jakby jeszcze pani miała jakieś pytania to proszę śmiało pytać, a teraz zapraszam na kozetkę.Zobaczymy jak dzidziuś się ma.-mówi uśmiechając się. Wstaję więc i kładę się we wskazane miejsce, podciągając do góry koszulkę. Michał siada obok trzymając mnie za rękę i spoglądając w monitor.

-Miała już pani robione USG tak?
-Tak. We Włoszech właściwie, bo tam zaczęłam mieć objawy podobne do ciąży i musiałam to sprawdzić.
-Dobrze.-odpowiada i polewa mi brzuch żelem. Chwyta za urządzenie i przykłada mi je do brzucha poruszając nim wciąż. Cały czas spoglądała w monitor i nie miała zbytnio radosnej miny. Twarz jej przybrała raczej skupiony i poważny wyraz. Podniosła się szybko, wzięła z biurka jakąś kartkę i patrzyła na nią. Zaczęłam się bardzo martwić tym co tam zobaczyła. Przestraszona mocno ścisnęłam dłoń Michała.

-Pani doktor co jest?-zapytałam, a ta odłożyła papiery i znów zaczęła robić badanie.
-Czy może nam pani powiedzieć co jest?!-pyta zdenerwowany Kubiak.

Kobieta spojrzała nas nas zsuwając z nosa lekko okulary.

_________________________________________________________________________________________________

Tak wiem, wiem. Przepraszam was, że tak długo nie dodawałam, ale mam naprawdę mało czasu. Wasze opowiadania też nadrabiam. Przepraszam, że nie komentuję. Postaram się to zmienić. 
Nowy rozdział na moim drugim blogu powinien pojawić się niedługo.  

Jak myślicie...co mogła zobaczyć lekarka?

Pozdrawiam :)